Polki rozpoczęły spotkanie solidnie. Szybko objęły prowadzenie 8:5, a później 16:15. Choć Łotyszki stawiały opór, biało-czerwone utrzymały przewagę i domknęły seta wynikiem 25:19. Najlepsze wrażenie robiła gra w bloku i skuteczność ataku.

Tu zaczęły się problemy. Polki prowadziły 8:6 i 16:13, ale z czasem straciły skupienie. Łotyszki, prowadzone przez trenera Daniele Capriottiego, poprawiły przyjęcie, zagrywkę i blok. Szczególnie dobrze spisywała się Marta Kamēlija Levinska. Polska atakująca Julia Szczurowska, która weszła w miejsce Magdaleny Stysiak przyznała później, że poziom rywalek zaskoczył cały zespół. Łotwa wygrała seta wyrównując stan meczu.

To był kluczowy moment meczu. Łotyszki prowadziły już 17:9 i wydawało się, że zmierzają do wygrania drugiej partii z rzędu. Polki wyglądały wtedy, jakby „na boisku był jeden wielki cmentarz” – tak grę opisała Julia Szczurowska. Dopiero wejście Alicji Grabki i wzajemne pobudzenie zawodniczek przyniosło efekt. Biało-czerwone odrobiły straty, wyszły na prowadzenie i wygrały pokazując, że nawet z dużych tarapatów można wyjść obronną ręką.

Ostatnia odsłona też nie należała do spokojnych. Łotyszki prowadziły 8:7 i 21:20, a Polki musiały walczyć o każdy punkt. Cały set był bardzo wyrównany a każda z drużyn musiała mocno się postarać, żeby zdobyć punkt. Ostatecznie Biało-Czerwone zachowały więcej spokoju kończąc mecz i zgarniając 3 punkty.

Polska – Łotwa 3:1 (25:19, 23:25, 25:22, 26:24)